Droga Życia
Wspólnota ludzi wierzących budowana na Słowie Bożym, Kościół, którego głową jest Jezus Chrystus

Jezus odpowiedział: "...Ja jestem drogą i prawdą i życiem,
nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie..."
Ewangelia Jana 14;6

Gdy trafiłam 3 lata temu do zboru w Otwocku, wszystko było dla mnie całkiem nowe.  Nawróciłam się do Boga i od razu Pan poprowadził mnie właśnie w to miejsce. Bóg uczył mnie jak wygląda życie z Nim poprzez Biblię, chwile spędzone razem na modlitwie, sytuacje stwarzane w moim życiu, no i oczywiście przez ludzi, których postawił na mojej drodze. Cudownie się mną zaopiekował posyłając mnie do „Drogi Życia”, gdyż otrzymałam wspaniałą rodzinę w Chrystusie, od której tak wiele mogę się uczyć i doświadczać na co dzień miłości.

To nie tak jak w kościele do którego wcześniej chodziłam. W tamtym miejscu zaznałam zimnych murów, ciągle tych samych rytuałów, powtarzających się regółek, mało mogłam nakarmić się żywym Słowem Bożym, zresztą tam nikt nie mówił mi jak ono jest potrzebne do życia, ja czasami gdzieś odczułam tą potrzebę, ale wtedy słyszałam zaledwie parę krótkich zdań w ciągu godzinnej mszy, które gdzieś w tym wszystkim umykały. Nie potrafiłam w tym wszystkim znaleźć żywego Boga, nie czułam Go, nie doświadczałam, choć bywały momenty, że niesamowicie tego potrzebowałam. Ludzi stali koło siebie, ale nic o sobie nie wiedzieli, nie rozmawiali ze sobą, wymawiali tylko razem automatycznie te same słowa, podejrzewam że nie znając w wielu przypadkach nawet ich znaczenia i sensu-jak ja. Zapewne różni ludzi mają różne doświadczenia ze swoich kościołów, wspólnot, lecz ja wyniosłam właśnie takie i dlatego tym bardziej dziękuję Bogu, że zaprowadził mnie właśnie w to miejsce, gdzie uczę się co to jest Boża rodzina. 

Trafiając do zboru przyniosłam ze sobą na plecach bagaż doświadczeń. Pamiętam, że na pierwszym kazaniu pastor mówił, że każdy kto trafi do Bożej rodziny otrzymuje miłość, akceptację i przebaczenie, a tego pragnęło moje serce. Dziś mogę stwierdzić, że mówił prawdę :)

Na początku dwie osoby szczególnie obdarzyły mnie ciepłem i dały mi swoje zainteresowanie i bezinteresowną akceptację, co było dla mnie bardzo ważne, gdyż nie należę do osób które szybko i łatwo nawiązują nowe znajomości. Te osoby w delikatny sposób wprowadziły mnie do społeczności. W miarę upływu czasu, gdy doświadczałam tego, czego wcześniej nie zaznałam, tej otwartości, szczerości, ciepła i dobra-dziś mogę stwierdzić – po prostu Bożej miłości, która z nich się wylewała, zaczęłam się otwierać i wtedy nadeszło oczyszczenie. Czułam się na tyle bezpiecznie wśród tych ludzi, iż płakałam niejednokrotnie, a oni się wtedy za mnie modlili, płakali razem ze mną i pocieszali. Mówiłam swoje świadectwa przed całym zborem, opowiadałam o przeszłości i o tym jak Bóg wszedł w moje życie, byłam sobą a oni z ciepłem i miłością przyjęli mnie z moim smutkiem i ciężkimi przeżyciami. Odsłaniałam się, otwierałam, obnażałam i wnet się nie zawiodłam, ponownie otrzymałam miłość, akceptację i przebaczenie. Minęły trzy lata z rodziną którą dał mi Pan, , za nami wiele, a przed nami jeszcze więcej! Tak, dużo się nauczyłam, wiele doświadczyłam. Poznałam ludzi którzy żyją z Bogiem i dla Boga, dziękują Mu za każdy dzień, modlą się o siebie nawzajem i o innych, czasami upadają, lecz przychodzą z tym do Pana, wyznają w pokucie i w prawdziwym smutku, a Pan ich oczyszcza swą krwią. Nie są idealni, ale starają się dążyć do ideału, różnie im to czasem wychodzi, ale Pan ich podnosi. Najważniejsze, że mają miłość bo mają Boga żywego w swoim życiu.. I jestem dumna, że jestem jedną z nich.

Niejednokrotnie ktoś prosi o modlitwę, rozmowę, dzwonimy do siebie, spotykamy się nie tylko na nabożeństwach. Wspólnie płaczemy z płaczącymi i śmiejemy się ze śmiejącymi. Tak wiele sytuacji, tak wiele chwil razem. Gdy nadarzy się okazja spotykamy się po nabożeństwach. Razem grilujemy, gdy jest ciepło, bądź spędzamy czas nad świdrem, odwiedzamy się w swoich domach. Przyjaźnimy. Razem wyjeżdżamy na wakacje. Byliśmy już dwukrotnie na żaglach zorganizowanych przez Gabriela i Anię, gdzie razem ruszyliśmy na „właściwy kurs” po polskich jeziorach- kurs JEZUS. Innym razem szukaliśmy świętego spokoju w Bogu  i w Świętajnie dzięki Łukaszowi i Marcie, poznawaliśmy naszego Stworzyciela poprzez stworzenie na farmie w Olesinie wśród kóz, krów, kaczek, owiec i natury. Na każdym takim wyjeździe poznajemy się bliżej, mamy czas aby spędzać ze sobą czas, zacieśniamy więzi ze sobą i z naszym dobrym Tatą. To chwile w których  budujemy się się wzajemnie, dzielimy świadectwami i doświadczeniami, oraz Słowem. Bawimy, gramy, poznajemy, rozmawiamy o wszystkim, a najwięcej o miłości czyli o Bogu. Wspólnie jemy i modlimy się przed posiłkiem, wspólnie pieczemy kiełbaski nad ogniskiem, a przy tym śpiewem chwalimy Pana, a poza tym gramy w uno, badmintona, puszczamy modele samolotów, uczymy się ciągnąć za odpowiednie sznurki na żaglówkach, gotujemy i kibicujemy reprezentacji Polski w piłce nożnej, jeździmy na rowerach, motorach, bawimy się z dziećmi, pływamy, zrywamy kwiatki, gramy w nogę, siatkę, koszykówkę, frisby lub bejsbola.

Niezwykły czas to czas nabożeństw, czy to na wyjeździe czy to u nas w Otwocku. Odwiedzamy czasem inne zbory, jak ten w Żyrardowie, lub na Wliców- tam gdzie Justyna z Piotrkiem pobrali się dwa lata temu. Uczestniczymy czasami w nabożeństwach w Kościele Ulicznym- w samym centrum miasta Warszawy na placu przed metrem, gdzie nasz Pastor miał możliwość kilka razy dzielić się Słowem z bezdomnymi, ubogimi, ale i z tymi dobrze ubranymi ale ciągle zabieganymi za czymś ludźmi. Nabożeństwa to czas niezwykły, bo poświęcony Bogu. NA nich chwalimy Go w modlitwach, w śpiewie, w grach na instrumentach, klaszczemy i przytupujemy w rytm muzyki, podniesionymi rękoma dziękujemy naszemu Stwórcy i wielbimy Go, a gdy dzieci mają swój czas uwielbienia, wtedy nie tylko ona, ale i dorośli tańczą. Zdarza się, że modlimy się innymi językami, bądź dostajemy wykład języków, że ktoś ma wizję dla kogoś innego, albo dla całego zboru. Kilkakrotnie zdarzyły się cuda uzdrowienia, słyszałam z opowiadań o uzdrowieniu Noemi z zapalenia mózgu, Andżeliki z padaczki, Brusa z ciężkiej choroby i Jeyn z migren. Najtrudniejszą chyba sytuacją jaką mój zbór przeżył, była śmierć młodego chłopaka-Adriana-Pan zabrał go do siebie, ale po śmierci jego matka i bracia oddali swoje życie Jezusowi- więc Pan w tym przypadku również uzdrowił, lecz nie ciało, tylko dusze i to dwie, a swego syna zabrał do siebie.  Na nabożeństwach dzielimy się także tym, czym Bóg nas dotknął w tygodniu, lub słowem jakie nas poruszyło, czy otrzymaliśmy dla kogoś, dla nas, dla zboru. Bóg często mówi, i chodź my może nie zawsze mówimy o tym przed całym zborem, wychodząc na przód dzielimy się tym zaraz po nabożeństwie, gdy mamy czas na społeczność ze sobą przy ciastku i najlepszej kawie w mieście.

Naszą codziennością i chlebem powszednim jest Bóg, to Nim karmimy się na nabożeństwach, Jego Słowo nas pokrzepia i dodaje nam sił, wersety z Biblii są naszym pokarmem i mimo że nabożeństwa trwają dwie godziny nam ciągle jest mało, bo w bród jest na nich słów Jezusa i wielbienia Jego imienia. Dlatego spotykamy się w naszych domach, dlatego tworzymy grupy biblijne w środku tygodnia, dlatego organizujemy spacery i wieczory modlitewne, różnego rodzaju konferencje, jak ta z Joyce Meyer, Jon Paul Jeksonem, Korzenieckim Leszkiem, Markiem Gungorem, dlatego też codziennie czytamy Biblię i rozważamy Boże Słowo bo w nim mamy życie.

Ot, taka codzienność Bożych dzieci :)

A tych ciągle przybywa- 3 lata- 4 chrzty- 18 osób deklarujących otwarcie i świadomie miłość do JEZUSA CHRUSTUSA!

Przebudzona

Z kalendarza ...

jezuspl

Inspiracja dla Ciebie

  • 1